Zabytkowe budownictwo drewniane (młyny, domy, świątynie)

Sławomir Kordaczuk, „Powiat siedlecki” (Warszawa 2013)

Zabytkowe budownictwo drewniane (młyny, domy, świątynie)

 

Nie odchodźcie

Chaty strzechą poszywane

Bielone ściany

 Już dziś nieodnawiane

I okna malutkie

I drzwi wąziutkie

Płoty sztachetami

 wyszywane (…)

(Wisława Rękawek, nauczycielka Szkół Podstawowych w Ługach Wielkich i Borkach Kosach. Inspiruje swych uczniów do poznawania historii, przyrody i piękna Małych Ojczyzn).

 

W powiecie zachowało się jeszcze bardzo dużo domów drewnianych. Pochodzą głównie sprzed II wojny światowej i z lat tuż po jej zakończeniu. Wiele z nich wyróżnia się bardzo ładną architekturą i miłymi oku proporcjami. Szczególnie przyjemne wrażenie sprawiają domy o dachach naczółkowych.

Dużo z nich przypomina dworki, jak np. w Kisielanach, Głuchówku, Ptaszkach i wielu innych wsiach, szczególnie tych o tradycjach szlacheckich. Wyróżniają się gankami o bogatym zdobnictwie, będącym dziełem miejscowych cieśli. Zwykle są szalowane. Deski szalunku kryją szczegóły konstrukcji zrębowej, z deskami zdobionymi na narożach kryjących węgły.

Bardziej zróżnicowane architektonicznie drewniane domy były swego czasu charakterystyczne dla zabudowy Siedlec. W centrum miasta stały w rejonie ulic: Długiej (obecnie Bpa Świrskiego), Teatralnej i przede wszystkim Asłanowicza. Gdyby jej nie przykryto kostką brukową, mogłaby jeszcze teraz „grać” w filmach z akcją w XIX w. i początkach wieku XX.

[av_gallery ids=’4186′ style=’thumbnails’ preview_size=’portfolio’ crop_big_preview_thumbnail=’avia-gallery-big-crop-thumb’ thumb_size=’portfolio’ columns=’5′ imagelink=’lightbox’ lazyload=’avia_lazyload’ av_uid=’av-g3p03d’]

Klamka rozebranego domu przy ul. Floriańskiej w Siedlcach.

Ostatnie pamiątki drewnianej zabudowy możemy jeszcze obejrzeć w Siedlcach w dawnych dzielnicach rolniczych, czyli przy ul. 3 Maja (wcześniej Stodolnej) i po sąsiedzku przy ul. Kilińskiego. Ulicą Starowiejską, Sokołowską, Garwolińską czy Piaskową też możemy pospacerować w poszukiwaniu architektury drewnianej. Podobnie dzielnica Nowe Siedlce zachowała częściowo drewniany charakter w postaci domów wzniesionych przed wojną przez nauczycieli, urzędników i maszynistów kolejowych.

[av_gallery ids=’4187′ style=’thumbnails’ preview_size=’portfolio’ crop_big_preview_thumbnail=’avia-gallery-big-crop-thumb’ thumb_size=’portfolio’ columns=’5′ imagelink=’lightbox’ lazyload=’avia_lazyload’ av_uid=’av-ekuza1′]

Stanisław Ogrodniczuk przed swym domem w Kamiankach-Czabajach.

Natomiast starsze relikty, chałupy z końca XIX w., kryte strzechą w Laskowicach czy Wilczonku stanowią ginącą już rzadkość.

Pocieszające jest zjawisko remontowania drewnianych chałup przez mieszkańców miast, przeprowadzających się na wieś w wieku emerytalnym. Często następują powroty do gniazd rodzinnych.

Wyjątkowymi konstrukcjami z drewna są wiatraki. Doskonale zaprojektowane i wyważone dzieła wiejskich cieśli, nabywających wiedzy i doświadczenia nie ze szkoły lecz od sąsiadów, przodków lub z podpatrzenia u konkurencji.

Młyny wietrzne zasługują na specjalną uwagę, ze względu na niegdyś jedyny dynamiczny element naszego pejzażu. Młyn wodny zwykle był ukryty wśród nadwodnej roślinności i tylko odgłos pracujących urządzeń młyńskich zdradzał jego obecność.

Natomiast wiatraki z dużej odległości sygnalizowały swoją pracę poprzez obracające się śmigi. Ich szum przy ziemi jest dźwiękiem niepowtarzalnym i niezapomnianym. Byłem w pracującym wiatraku ostatni raz w 1984 r. Te niezwykłe i tajemnicze odgłosy zostaną mi do końca życia.

W tym samym roku podróżując po województwie siedleckim w poszukiwaniu wiatraków do mojej pracy magisterskiej, spotkałem tych zabytkowych budowli około 50. To bardzo dużo. Dla przykładu w tym samym czasie w woj. sandomierskim był zachowany tylko jeden wiatrak i z drugiego podstawa. Można stwierdzić, że to województwo mogło się poszczycić stanem półtora wiatraka.

Nie wszystkie młyny wietrzne, które sfotografowałem około 30 lat temu, dotrwały do naszych czasów. W obecnym powiecie siedleckim stoi jeszcze 5 wiatraków typu koźlak.

W 1984 r. na terenie obecnego powiatu siedleckiego młynarstwo wietrzne było reprezentowane we wszystkich trzech typach, których podział został ustalony ze względu na różnice w ustawianiu budynku na zmienny kierunek wiatru. Wszystkie były zbudowane z drewna.

Koźlaki stały w Bartkowie Nowym, Daćbogach, Krześlinie, Łupinach, Mordach, Paprotni, Podzdroju, Przyworach Dużych, Skórcu i Wodyniach.

Holendry były tylko dwa. Mały jednopiętrowy został zbudowany w 1938 r. w Hołubli dla Wojciecha Jurczaka. W latach 60. XX w. przeniesiono go do gospodarstwa Jana Radczuka, gdzie zakończył żywot 30 lat później. Był identycznej wielkości i konstrukcji jak ten, którego możemy podziwiać po renowacji w skansenie prof. Marka Kwiatkowskiego w Suchej. Wcześniej ten wiatrak stał opuszczony w Ostrówku w obecnym pow. sokołowskim.

Drugiego holendra w postaci malowniczej ruiny z nieco dramatycznym wyrazem sterczących śmig, fotografowałem na polach wsi Grabowiec. To był duży wiatrak, dwupiętrowy. Już przed wojną urządzenia młyńskie miał napędzane przy braku wiatru silnikiem spalinowym Towarzystwa Fabryki Motorów „Perkun” w Warszawie z 1915 r. o mocy „4 rzecz. koni mechan.”. Na tabliczce znamionowej zachowany był też numer silnika 1963. Ten wiatrak wznieśli w latach 20. XX w. bracia Leopold i Stanisław Podniesińscy. Po jego rozebraniu kilka elementów zostało przekazanych do zbiorów Muzeum Regionalnego w Siedlcach.

[av_gallery ids=’4188′ style=’thumbnails’ preview_size=’portfolio’ crop_big_preview_thumbnail=’avia-gallery-big-crop-thumb’ thumb_size=’portfolio’ columns=’5′ imagelink=’lightbox’ lazyload=’avia_lazyload’ av_uid=’av-d7had5′]

Wiatrak typu holenderskiego w Grabowcu, stan z 1984 r.

Wyjątkową konstrukcją był paltrak w Gostchorzy. Został zbudowany przez jego właściciela Stanisława Wróbla w latach 1936-1937. Stał początkowo na wzgórzu we wsi. W 1956 r. właściciel przeniósł go na wzniesienie swego pola w pobliżu szosy Siedlce-Łuków (po prawej), gdzie kilkanaście lat temu spłonął. Cały jego budynek obracał się na wiatr na czterech drewnianych wózkach z żelaznymi rolkami po kolistym drewnianym torze jezdnym. Jego wyjątkowość polegała na tym, że zamiast centralnie zabetonowanej osi obrotu miał na postumencie betonowym siodło zapożyczone z konstrukcji koźlaka.

W ciągu ostatnich dwudziestu kilku lat znikło z pejzażu pow. siedleckiego 6 koźlaków. Każdy z nich był inny, każdy miał swoją wyjątkowa historię i różne szczegóły konstrukcji. Przynajmniej jeden z nich miał szansę przetrwania gdyby nie ogień.

W Daćbogach był wiatrak koźlak, którego podstawa pochodziła z Łęcznowoli. Na belce mącznej miała wyciętą w drewnie datę budowy „R.O. 1760”. resztę dobudowano w Daćbogach dla Władysława Męczyńskiego z budowniczym wiatraków o nazwisku Jaszczuk. W innej wsi tego samego zaścianka Jastrzębie, Tworkach w 1910 r. budowniczy wiatraków Edward Tarkowski wzniósł młyn tego typu dla Stanisława Jastrzębskiego. W 1947 r. został kupiony przez Piotra Sawickiego i ustawiony w Łupinach. Ostatnim jego właścicielem był Edmund Adamczyk.

Inny stał jeszcze w 2000 r. w Krześlinie. Zbudowano go w latach II wojny światowej dla Józefa Bryńczaka.

Największy koźlak w powiecie stał w Podzdroju do pożaru w 2010 r. W 1914 r. do tej wsi został przeniesiony ze Śmiar. W czasie wojny pracował 2 lata z napędem spalinowym a od 1962 r. elektrycznym. Zaprzestano w nim przemiału w 1977 r. Ścianę nawietrzną miał pokrytą w całości gontem dla komfortu pracy młynarza, który dzięki temu zabiegowi miał cieplej. To był jedyny wiatrak w regionie z żelazną głowicą wału śmigowego, pozwalającą na pracę nawet przy lekkich podmuchach wiatru. Taką głowicę możemy obejrzeć najbliżej w Muzeum Budownictwa Ludowego w Olsztynku.

W Skórcu jeszcze całkiem niedawno stał na skraju lasku koźlak wzniesiony w 1918 r. przez Aleksandra Wiechetka w miejscu spalonego wcześniej takiego młyna. Czynny był do 1952 r.

[av_gallery ids=’4189′ style=’thumbnails’ preview_size=’portfolio’ crop_big_preview_thumbnail=’avia-gallery-big-crop-thumb’ thumb_size=’portfolio’ columns=’5′ imagelink=’lightbox’ lazyload=’avia_lazyload’ av_uid=’av-arkmw9′]

Wiatrak koźlak w Skórcu, lata 60. XX w.

Jeden z młodszych wiatraków typu koźlak został wzniesiony w czasie II wojny światowej przez Stanisława Siurka w Przyworach Dużych. Fotografowałem go ostatni raz w 1984 r. Wtedy służył za stodołę do składowania siana.

Wyżej opisanych wiatraków już nie ma. Podobnie jak wiatraka tego samego typu w Mordach, należącego do Czesława Domańskiego. Młynarza z ciekawą historią.

Czesław Domański urodził się w 1907 r. w Stopkach gm. Czuryły. Przed wojną służbę czynną zakończył 30 IX 1930 r. jako goniec Wojskowego Sądu Okręgowego w Brześciu. Pracował w swym koźlaku, który około 1937 r. został przeniesiony na jego posesję zwaną Wzgórzem Wiatracznym przy ul. Żwirki i Wigury. Wcześniej stał w Kobylanach około 60 lat.

Walczył we wrześniu 1939 r. Dostał się do niewoli niemieckiej w Warszawie. Przebywał w obozie jenieckim do czasu selekcji, gdy jako fachowiec został skierowany do pracy przymusowej do Allenstein (Olsztyn). Tam z Francuzami i Rosjanami pracował w młynie wodnym, którego właściciel walczył na froncie.

W czasie pobytu w niewoli uratował córkę właściciela przed utonięciem koło młyna. W nagrodę uzyskał prawo zasiadania do posiłków razem z Niemcami i otrzymał przepustkę do domu. Ponownie przyjechał już po zakończeniu działań wojennych. Zainstalował do wiatraka napęd spalinowy, następnie elektryczny, bowiem śmigi zostały zestrzelone w lipcu 1944 r. przez niemiecki czołg.

[av_gallery ids=’4190′ style=’thumbnails’ preview_size=’portfolio’ crop_big_preview_thumbnail=’avia-gallery-big-crop-thumb’ thumb_size=’portfolio’ columns=’5′ imagelink=’lightbox’ lazyload=’avia_lazyload’ av_uid=’av-91fu7d’]

Czesław Domański na ganku swego wiatraka w Mordach

Równie ciekawą historię poznałem właściciela koźlaka z Paprotni Stanisława Łęczyckiego, który płakał tylko dwa razy w życiu. Pierwszy raz po śmierci ojca i po raz drugi na widok rozbieranego jego ponad stuletniego wiatraka.

Stanisław Łęczycki urodził się 16 VI 1916 r. we wsi Łęczycki. We wrześniu 1939 r. walczył w szeregach 26 Pułku Ułanów Wielkopolskich im. Hetmana Jana Karola Chodkiewicza z Baranowicz. Uniknął niewoli, wrócił do swego gospodarstwa i ukochanego wiatraka.

Jego koźlaka zbudował w 1895 r. w Sawicach Kościelnych Tkaczyński. Następnie przeniósł do Paprotni Wojewódzki. W 1930 r. założono do przemiału walce. W latach 1955-1960 napęd był spalinowy. Używano silnika firmy Deutz. W 1965 r. zamontowano motor elektryczny mocy 18 kW.

Stanisław Łęczycki był przedstawicielem pokolenia odchodzącego na naszych oczach. Wiatracznicy to grupa ludzi bardzo zdolnych, potrafiących zbudować wiatrak, skonstruować urządzenia mielące czy instrumenty wspomagające pracę, typu regulator obrotów, wskaźnik siły wiatru itp. Znali tajniki obróbki drewna, metalu i kamienia. Ten mój znajomy młynarz sam nalewał i nakuwał kamienie młyńskie, by mąka nie sklejała się w grudki i znał sie na meteorologii. Przewidując wieczorem niepogodę następnego dnia, na noc odpowiednio zabezpieczał wiatrak.

Sam wykonał śmigi i koło paleczne z drewna brzozowego z grabowymi palcami, które przenosiło napęd z poziomej osi obrotu wału śmigowego na pionowo osadzoną cewię napędzającą złożenie kamieni młyńskich. W kole były 104 palce a w cewi 12 lasek. Precyzyjnie wyliczona ilość, ponieważ cewia dziesiątka „sztorcowała”. Laski się wyginały.

O niezwykle wysokich kwalifikacjach młynarzy świadczą umiejętności przeliczeń przełożeń drewnianych urządzeń napędowych. W innych wiatrakach spotykałem stosunki ilości palców koła palecznego do liczby lasek cewi, np.: 94:9, 88;8, 120:12, 112:11, 105:9, 89:11. Przeliczeń i montażu dokonywano przy pomocy ręcznych narzędzi.

Będąc we wnętrzu wiatraka w Paprotni, widziałem datę „IV. 1964” na wale śmigowym. Nie był wykonany jak inne mi znane z jednej belki. Pierwotny już był wypracowany i zaszła potrzeba jego wymiany. Stanisław Łęczycki szukał odpowiednio grubego drzewa. W okolicy nie znalazł odpowiedniej sosny.

„Cztery sosny ucierałem. Z dobrych sosen rdzeni nawybierałem i dorabiałem to. Trzy się złożą dobrze, a czwarta nie chce wleźć! Trzeba każdej ująć. Tydzień się wlokło! Tam siekierą się nie rąbie, tylko hebelkiem.

Ja sobie dobrałem dobre sosny, rdzenie wytarłem. Tracza nająłem sobie. Ja brałem mistrza, a później sam docierałem. Wysznurowałem i mogłem ja ciągać piłę. Bo umiem to i chciałem dopilnować. Ale często najmowałem, bo oszczędzałem się. Gospodarz będzie wszystko robił?!” (Relacja z 23 V 1998 r.).

W kole palecznym zauważyłem jeden palec obluzowany. To była pamiątka jeszcze z lat wojny. Okupanci niemieccy zakazali przemiału zboża w wiatraku i na ten palec założyli plombę. Młynarz wyjmował go bez naruszenia plomby, zastępował drugim i dokonywał nielegalnego przemiału dla siebie, sąsiadów i konspiracji.

Był młynarzem samoukiem. Jego ojciec Julian był cieśla. Gdy już nie mógł utrzymać siekiery w rękach, sprzedał kawałek pola i kupił mały wiatrak. Postawił go we wsi Łęczycki. Nie pracował w nim, bowiem… nie miał potrzebnego w zawodzie wiatracznika słuchu muzycznego. Poza tym „młynarz musi być chłop! Musi piorunem wskoczyć!”

Wiatrak został uruchomiony po kilku latach, gdy podrośli trzej synowie Juliana. Sami nauczyli się przemiału. Stanisław „wżenił się” w wiatrak w Paprotni, a w Łęczyckich pozostali jego bracia, z których wkrótce jeden zginął podczas mielenia, zgnieciony kołem palecznym.

Stanisław Łęczycki pracował w wiatraku w Paprotni 53 lata. Jednocześnie prowadził gospodarstwo rolne.

„Mielenie w wiatraku ja wolałem jak obiad! Obiad rzuciłem i poszedłem na wiatrak. Ja byłem taki zakochany młynarz, że ja nie spałem, jak wiater był i miałem zawozu. Do mnie Hołubla przywoziła i z dziesięciu wsi. Ja miałem ogromne wzięcie! później sąsiad parowiec postawił i parowcem stukał.

Tylko ja miałem swoich ludzi. Do tamtego nie pojechali, tylko do mnie przywieźli. Bo to, wie pan, koleżeństwo wiąże, rodzina trochę wiąże.

Zimą byłem ubrany w kożuszane spodnie, filce, kożuch, serdak kożuszany, czapa młynarska.” (Relacja z 23 V 1998 r.).

Często pracował w nocy. Miał leżankę, na której drzemał przez czas odpowiadający zmieleniu jednej pojemności kosza zasypowego na kamieniach. Cisza budziła młynarza, zasypywał następną porcję zboża i tak pracował do rana. Po śniadaniu wyjeżdżał na pole uprawiać ziemię. Był przykładem pracowitości wszystkich przedstawicieli tego zawodu.

Pamiątką po nich jest jeszcze 5 wiatraków koźlaków w pow. siedleckim. Z tej liczby tylko dwa są rodem z tego powiatu. Pozostałe stanowią przykład migracji tego typu obiektów, są importem z zewnątrz, z innych powiatów.

W Bartkowie Nowym (gm. Korczew) stoi jeszcze koźlak na sąsiedniej posesji ze szkołą. Został przeniesiony w 1904 r. z Rzeszotkowa (gm. Paprotnia) przez Antoniego Wasiluka. W poprzednim miejscu stał 8 lat.

Drugi został wzniesiony w końcu XIX w. w północno-wschodniej części Wodyń i przeniesiony w 1920 r. na obecne miejsce przy wyjeździe do Siedlec, po lewej stronie szosy. Pracował do 1965 r. i teraz przedstawia smutny widok. Dogorywa.

Spoza granic powiatu pochodzą trzy koźlaki. Są w doskonałym stanie, wyremontowane przez obecnych właścicieli. Stanowią przykłady ratowania tych niezwykłych zabytków techniki przez pasjonatów.

Na teren gorzelni siedleckiego Polmosu w Krzesku-Majątku został przeniesiony niszczejący już wiatrak z Wyrozębów-Konatów (pow. sokołowski). Natomiast do Krzeska-Królowej Niwy przeniesiono koźlak około 15 lat temu z miejscowości Wojtachy na Białostocczyźnie. Stoi odrestaurowany na prywatnej posesji. W całej okazałości mogą go podziwiać osoby jadące szosą Siedlce-Terespol. Stoi po prawej stronie za skrzyżowaniem z drogą do wsi Tęczki. Pokryty jest materiałem nawiązującym do dawnych strzech. Jedyny taki w regionie.

[av_gallery ids=’4215′ style=’thumbnails’ preview_size=’portfolio’ crop_big_preview_thumbnail=’avia-gallery-big-crop-thumb’ thumb_size=’portfolio’ columns=’5′ imagelink=’lightbox’ lazyload=’avia_lazyload’ av_uid=’av-7ymla1′]

Wiatrak na terenie gorzelni w Krzesku-Majątku

W latach 80. XX w. zaplanowano utworzenie skansenu architektury drewnianej regionu siedleckiego na terenie nieistniejącego już Państwowego Gospodarstwa Rolnego w Broszkowie. Przygotowano komplet dokumentacji, uzyskano akceptację ministerstwa i wytypowano obiekty zabytkowe do przeniesienia. Miał się tam znaleźć również wiatrak. Skansenu jeszcze nie ma, części wytypowanych budynków z okolicznych wsi już nie ma.

Powstał natomiast miniskansen w Stoku Wiśniewskim. Izabela i Emir Chaleccy przenieśli na swoją posesję m.in. wiatrak koźlak ze wsi Zahajki koło Międzyrzeca Podlaskiego. W nowym miejscu cieszy oczy oryginalną konstrukcją ze sztorcowym (pionowym) wałem napędzającym urządzenia młyńskie. Został zapożyczony z konstrukcji typu holenderskiego. Stan jego zachowania w poprzednim miejscu nie stwarzał nadziei na przetrwanie. Tym bardzie radują takie nieliczne przypadki ratowania młynów wietrznych w powiecie siedleckim.

[av_gallery ids=’4191′ style=’thumbnails’ preview_size=’portfolio’ crop_big_preview_thumbnail=’avia-gallery-big-crop-thumb’ thumb_size=’portfolio’ columns=’5′ imagelink=’lightbox’ lazyload=’avia_lazyload’ av_uid=’av-5j4ii1′]

Wiatrak koźlak przeniesiony z Zahajek do Stoku Wiśniewskiego przez Izabelę i Emira Chaleckich

Motyw wiatraka pojawia się nie tylko w sztuce. Mam tu na myśli malarstwo Jerzego Kossaka czy Jana Stanisławskiego. Różnej wielkości i jakości modele wiatraków zdobią domowe ogródki. Czasem spełniają funkcję użytkową, np. jako kurnik we wsi Pruszyn-Pieńki (gm. Siedlce).

Jednym z budowniczych wiatraków zdobiących ogrody swych znajomych był Tadeusz Jurzyk , żołnierz września 1939 r., ur. w 1917 r. w Przyworach. Przed wojną zbudował w Przyworach Dużych wiatrak koźlak, w którym zboże mełł jego ojciec. W dobie zaniku wykorzystywania energii wiatru, budował miniaturki z zachowaniem wszystkich elementów konstrukcyjnych charakterystycznych dla tego typu.

Drugi rodzaj młynów, napędzanych siłą wody, również znalazł w sztukach plastycznych poczesne miejsce. W oryginale reprezentowany jest w powiecie tylko jeden. Do niedawna był jeszcze czynny na turbinę wodną. Jedyny nie tylko w powiecie, ale i regionie. Najbliższy taki obiekt prezentowany jest w Muzeum Rolnictwa im. ks. Krzysztofa Kluka w Ciechanowcu.

Młyn wodny Wiesława Kaczyńskiego (rocznik 1930) w Rudzie (gm. Korczew) zwanej niegdyś Instytutową, stoi przy tamie na rzece Toczna. Obecnie napędzany jest silnikiem elektrycznym. Ma jeszcze sprawną turbinę. Wystarczy tylko założyć pas transmisyjny na koło pasowe, puścić wodę i nastąpi przemiał jej siłą. Ale epoka małych rodzinnych przedsiębiorstw w dziedzinie młynarstwa już minęła.

Młyn w Rudzie został zbudowany w 1947 r. na gruzach wysadzonego przez Niemców trzy lata wcześniej. Historia tego obiektu jest podobna do pozostałych na Tocznej, zniszczonych przez wycofującą się armię III Rzeszy w lipcu 1944 r.

Państwo Kaczyńscy mieszkają w drewnianym domu zbudowanym w 1936 r. na stoku wzniesienia nad spiętrzoną w tym miejscu rzeka. W powstałym zbiorniku kwitną grążele i odbija się w tafli wody przytulny dom z gankiem. Młyn wraz z domem tworzą zagrodę młynarską idealnie nadającą się do zachowania jako obiekty zabytkowe. Położone są nad malowniczo płynącą rzeką we wsi wśród morenowych wzniesień.

W 1941 r. przed inwazją III Rzeszy na ZSRR, żołnierze niemieccy kwaterowali w domu młynarza. Połowę zajął na kwaterę niemiecki generał. Jego podwładni obok młyna urządzali na Tocznej ćwiczenia imitujące przeprawę przez Bug.

W opracowaniach historycznych duże znaczenie mają także drewniane świątynie. W powiecie siedleckim dwa najstarsze kościoły pochodzą z 1776 r. Świątynia barokowa w Przesmykach zaliczana jest do najcenniejszych drewnianych zabytków sakralnych południowego Podlasia. Jest przykładem mistrzowskiego podlaskiego budownictwa o znakomitej akustyce. Równie cenna jest XIX-wieczna organistówka usytuowana na wschód od kościoła i mająca ganek od południowej strony.

W tym samym roku został wzniesiony kościół w Wodyniach, nieorientowany (zwrócony prezbiterium ku zachodowi). Jest przykładem konstrukcji zrębowej. Zbudowany na planie prostokąta, z wyodrębnionym wewnątrz prostokątnym prezbiterium z kruchtą i zakrystią po bokach. Wewnątrz strop jest płaski.

Dach nad świątynią kryty gontem. Dwuspadowy, nad prezbiterium trójpołaciowy. Od frontu kruchta jest trójdzielna, wtopiona w korpus nawy. Chór muzyczny jest nad tą kruchtą.

Ozdobę sylwetki kościoła stanowi barokowa sygnaturka z ażurową latarnią, zwieńczoną cebulastym hełmem obitym blachą.

[av_gallery ids=’4192′ style=’thumbnails’ preview_size=’portfolio’ crop_big_preview_thumbnail=’avia-gallery-big-crop-thumb’ thumb_size=’portfolio’ columns=’5′ imagelink=’lightbox’ lazyload=’avia_lazyload’ av_uid=’av-4869qh’]

Kościół parafialny w Wodyniach.

Gdyby nie przebudowa z 1906 r. kościoła w Paprotni, mielibyśmy trzy świątynie z XVIII w. Ten został pierwotnie wzniesiony w 1750 lub 1761 r. na planie krzyża łacińskiego. Jest orientowany, konstrukcji zrębowej, oszalowany. W narożach prezbiterium zbudowane są kruchta i zakrystia. Strop wewnątrz jest płaski.

[av_gallery ids=’4193′ style=’thumbnails’ preview_size=’portfolio’ crop_big_preview_thumbnail=’avia-gallery-big-crop-thumb’ thumb_size=’portfolio’ columns=’5′ imagelink=’lightbox’ lazyload=’avia_lazyload’ av_uid=’av-2v7d89′]

Wnętrze kościoła parafialnego w Paprotni.

Kościół ma w fasadzie dwie wieże wyodrębnione w górnej kondygnacji, które są zwieńczone hełmami czworobocznymi. Od strony zachodniej usytuowana jest drewniana dzwonnica, zbudowana na planie kwadratu. Zwieńczona dachem namiotowym z mała wieżyczką.

Najmłodszy drewniany kościół został wzniesiony w 1945 r. w miejscu spalonego w 1939 r. trudno w jego przypadku mówić o jakichś cechach stylowych. Ciekawostką są polichromie, które wewnątrz pokrywają wszystkie ściany, strop i powierzchnię filarów.

Wyraźnym procesem współczesnego świata jest budowanie świątyń murowanych, które zwykle jako większe mogą sprostać potrzebom liczniejszej populacji ludzi. W Wołyńcach wznoszono murowany kościół obok drewnianej kaplicy. Jej historia zaczęła się w 1917 r., kiedy to ze składkowych pieniędzy mieszkańców Rakowca, Wołyniec, Wólki Wołynieckiej, Teodorowa i Lipniaka kupiono w Domanicach duży dom. Przeniesiono go do wsi Wołyńce z przeznaczeniem na szkołę.

Gdy szkoła przestała już funkcjonować w tym budynku, ksiądz biskup pozwolił 16 XII 1932 r. urządzić w nim kaplicę. Początkowo odprawiano w niej msze św. w niedziele i święta. Pierwsza odbyła się 25 XII 1932 r.

Kaplicę później przebudowano, by składała się z przedsionka, zakrystii, prezbiterium, nawy i chóru. Były też dwie wieżyczki, większa nad chórem i mniejsza z sygnaturką.

Kaplica spłonęła częściowo 24 VIII 1985 r. prawdopodobnie w wyniku zwarcia instalacji elektrycznej.

Przykładem innego zjawiska w powiecie, zjawiska zróżnicowania religijnego jest Żeliszew.

W Żeliszewie Podkościelnym wzniesiono kościół katolicki, podobnie jak wszystkie wyżej wymienione. Po gruntownej przebudowie w latach 1890-1897 i remoncie przeprowadzonym w 1950 r. został pozbawiony cech stylowych. Szalunek kryje jego konstrukcję zrębową.

Zbudowany na planie prostokąta, bazylikowy, z trzema nawami. Prezbiterium ma wydzielone we wnętrzu, z usytuowanymi po jego bokach zakrystiami. Od zachodu zdobi fasadę częściowo wtopiona w korpus wieża.

Natomiast w Żeliszewie Dużym znajduje się kościół mariawicki, będący przykładem i wstępem do dalszego rozdziału o mozaice religijnej w powiecie.

Zbudowany na początku XX w. na planie prostokąta z nawami wydzielonymi rzędami słupów. Ozdobą fasady jest wysmukła neogotycka wieża nakryta hełmem obeliskowym, zwieńczonym krzyżem łacińskim na kuli. Nad wejściem umieszczono medalion z Eucharystią, charakterystyczny element wystroju świątyń mariawickich.